Restauracja Locomotiva jako pierwsza w Lublinie wykorzystała nowy portal Frendi do zaprezentowania swoim klientom nowego menu lokalu w atrakcyjnej cenie. Na degustację zostałam zaproszona razem z Mężem – to miły gest ze strony organizatorów. Cena dla pozostałych uczestników to zaledwie 15 zł, a sama kolacja została wyceniona na 120 zł. Menu miało pozostać tajemnicą do momentu rozpoczęcia kolacji.
Po zajęciu miejsc (ilość krzeseł i ustawienie stołów było uzależnione od potrzeb uczestników) otrzymaliśmy na powitanie kawę mrożoną i lemoniadę. Następnie kilka słów o menu powiedział szef kuchni – Łukasz Oroń. Samo menu było wydrukowane i mogliśmy zapoznać się z nim przed degustacją. Szef kuchni tego wieczoru przygotował dla nas następujące dania:
- Grasica cielęca, grzyby, zielona sałatka
- Chłodnik pomidorowy, mozzarella z Bychawy, olej lniany z Niedrzwicy
- Polędwiczka z dorsza, salsefia, sałatka z kurek, szparagi, chrust z palonego pora
- Granita cytrynowa
- Kurczak sous-vide, soczewica, mus z pieczonej marchwi, sos z zielonego pieprzu
- Eton Mess z truskawkami
Kolacja była naprawdę smaczna, a porcje dużo większe niż się spodziewałam.
Na tej degustacji po raz pierwszy jadłam granicę cielęcą, ale bardzo spodobało mi się, jak została podana. Dobrze wypieczona grzanka świetnie komponowała się z grasicą i kurkami, a dodatek zielonej sałatki z lekko kwaskowatym sosem podkreślał pozostałe składniki. Niby prosta, a jednocześnie wykwintna przystawka.
Po niej przyszła kolej na chłodnik pomidorowy – nie przepadam za chłodnikami, ale tutaj najważniejszymi punktami były lokalne produkty. Czuło się dobrą jakość składników, ale dla mnie to był najmniej interesujący punkt kolacji.
Pierwszym daniem głównym była polędwiczka z dorsza podana w towarzystwie sałatki z kurkami i szparagami oraz chrustu z palonego pora. Kolejne duże zaskoczenie i bardzo dobrze zachowane struktury poszczególnych elementów dania. Sos i mus dodatkowo podkręciły bardzo delikatną polędwiczkę.
Dla oczyszczenia kubków smakowych Szef kuchni zaproponował granitę cytrynową, która doskonale nas orzeźwiła i przygotowała na drugie danie główne.
Filet z kurczaka (przygotowany metodą sous – vide) podany z soczewicą, wędzonym boczkiem, musem z pieczonej marchwi i kminku z sosem z zielonego pieprzu wydawał się mało odkrywczym daniem. Nudny, chociaż soczysty filet został uratowany przez bardzo interesujący w smaku sos, który zaostrzył smak pozostałych dodatków. Danie oceniam jako poprawne, prócz sosu chętnie wyróżnię przepyszny mus i ugotowaną w punkt soczewicę.
Ostatnim punktem programu był deser Eton Mess z truskawkami. Niesamowicie słodki i pięknie podany bałagan. W jego skład wchodzą: pokruszone bezy, porcje bitej śmietany i kawałki truskawek. Na przełamanie kuchnia zdecydowała się na dodanie sosu z czarnej porzeczki. Był pyszny, ale nie dałam rady go dokończyć po takiej uczcie.
Jeśli chodzi o uwagi to trochę jestem zdziwiona tym, że kolacja zapowiadana jako „degustacja nowego menu” okazała się mieszanką dań z obowiązującego już menu, jak i tego, co dopiero ma się w karcie znaleźć. Np. filet z kurczaka widnieje w karcie od jesieni 2014 (albo i wcześniej) – przynajmniej tak informuje menu umieszczone na stronie internetowej restauracji, jak i to zamieszczone na ich fanpage’u, które wciąż nie jest zmienione. Podobno w karcie na co dzień jest także polędwiczka z dorsza, ale w trochę innej formie oraz deser Eton Mess.
Do samej sali i obsługi nie mam zarzut, bo wszystko było przygotowane bardzo ładnie, a obsługa starała się być na każde zawołanie. Chwilami wyczuwało się wśród nich odrobinę stresu, ale nic dziwnego, skoro mieli pełną salę. Na koniec pozytywnie zaskoczyło mnie, że nie musieliśmy płacić za zamówione do posiłku drinki i wino.
Locomotivę polecam na romantyczne kolacje i spotkania biznesowe.







