Amali, ul. Fryderyka Chopina 11, Lublin – ZAMKNIĘTE
Właściciela Amali czyli Mustafę kojarzę z jego pierwszych lokali gastronomicznych, a mianowicie tych z kebabami. Swego czasu słynęły z najlepszych sosów i dużej ilości mięsa… Ale to już tylko wspomnienia. Zresztą kto jada kebaby w Lublinie – ten wie, że kebaby sygnowane jego imieniem są dużo gorsze niż kiedyś. Dlatego byłam bardzo ciekawa co Mustafa zaserwuje w Amali.
Restauracja znajduje się w podziemiach, w środku jest dość chłodno, a wystrój zbyt delikatnie nawiązuje do charakteru restauracji. Spodziewałam się, że będzie kolorowo, przytulnie i orientalnie, a niestety nie jest. Za to muzyka (chociaż nie w moim guście) dobrze nastraja w oczekiwaniu na zamówione dania. Smutne i puste sale sprawiły, że mogliśmy dowolnie wybierać, gdzie chcemy usiąść.
Karta nie jest długa, ale spora ilość ciekawych, obco brzmiących nazw sprawiła, że zastanawialiśmy się dłużej niż zazwyczaj. Kusił mnie półmisek z czterema pastami, ale zdecydowaliśmy się na dania obiadowe. Na pasty i zupę jeszcze wrócimy.
Ja wybrałam Kyby, czyli wołowinę z orzechami w panierce z kaszy bulgur, podaną z jogurtem Laban za 23 zł i herbatę z kardamonem (7zł) oraz lawasz (2 zł). Kelner odradzał mi zamówienie lawasza, bo danie jest sycące, ale ja po prostu tak lubię jego smak, że musiałam spróbować. Na początek dostałam herbatę, która była dobrze zaparzona, a dodatkowo ciekawie komponowała się z kardamonem. Idealny wybór na chłodny dzień. Kyby były bardzo smaczne, czuć było dużą ilość przypraw i mieloną wołowinę, chociaż było jej trochę za mało jak dla mnie. Zamiast pokrojonych pomidorów i ogórków mogli podać sałatkę. Samo danie bardzo chętnie odtworzę w swojej kuchni.
![]() ![]() ![]() | |
| herbata z kardamonem |
![]() ![]() ![]() |
| Kyby |
Mąż zdecydował się na Wątróbkę jagnięcą smażoną z cebulką i papryką oraz kaszą bulgur (21 zł) i Ayran do picia (4 zł). Ja fanką podrobów nie jestem, więc całą ocenę smaku pozostawiam jemu. Mąż uznał, że była bardzo dobrze przygotowana, pochwalił również dodanie papryki i cebulkę, która nie została przypalona (co czasami się zdarza). W jego ocenie również kasza została przygotowana w punkt. Niestety przyniesione danie było jedynie lekko ciepłe, a pod koniec jedzenia prawie zimne. Zabrakło mu również jakiejś sałatki/dodatku, który zrównoważyłby smak, bo danie chociaż dobre, momentami było mdłe.
![]() ![]() ![]() |
| Wątróbka jagnięca |
Szwagier wybrał Shish-tauk, czyli szaszłyk drobiowy podany z sałatką Szefa za 23 zł. Danie zostało podane z ryżem i nie mamy do niego żadnych zastrzeżeń. Mięso było soczyste i dobrze przyprawione, ryż odpowiednio ugotowany, a sałatka Szefa doskonale uzupełniła pozostałe elementy. Shish-tauk jest daniem niepozornym, ale dzięki kilku dodatkom zupełnie odróżniało się od zwykłego szaszłyka drobiowego.
![]() ![]() ![]() |
| Shish-tauk |
Chciałam jeszcze zamówić baklavę na deser, ale niestety nie było. Drugiego ciasta też nie, a szkoda. Miałam poczekać z opinią do drugiej wizyty, ale mało przytulne wnętrze niezbyt zachęca do powrotu. Kuchnia miała okazję się wykazać, a my może za jakiś czas wrócimy na Półmisek Amali i damy jeszcze jedną szansę kucharzowi na przygotowanie deseru. Tymczasem zachęcamy do sprawdzania lokalu i wyrabiania własnej opinii, bo prócz dań głównych jest szeroki wybór przystawek, lunchów, a nawet śniadań. Jak widać można serwować kuchnię syryjską bez popularnych w Polsce „kebabów”.










